Aktualności


05.06 Od dziś jest możliwość dołączenia postacią niezależną!
05.06 Ogłaszamy nabór nadzwyczajny!
05.06 aktualnie mamy Porę Zielonych Liści!
04.06 Rozpoczynamy głosowanie na Psa Lipca!
10.05 Rozpoczynamy głosowanie na Psa Czerwca!
20.04 Kto znalazł zająca? Wyniki eventu!
13.04 Nowy event - od kogo pochodzi ten tajemniczy list?
12.04 Rozpoczynamy głosowanie na Psa Maja!
08.04 ogłaszamy wyniki primaaprilisowego Eventu!
01.04 rozpoczynamy Event na Prima Aprilis!

Administracja

Natsu [główna administratorka] DoGGi | Howrse | Gmail
Shiva [tylko opowiadania, aktualnie zmniejszona aktywność] DoGGi | Howrse | Gmail

Nieobecności i terminy

NIEOBECNOŚCI
Asha (do odwołania)
Thýella (do odwołania)
Shiva ( od 3 lipca do 16 sierpnia )
Natsu (do 21.06, tylko brak opowiadań, wstawiać mogę)
TERMINY OPOWIADAŃ
Shinver - do 28.06.2017
Itami - do 28.06.2017

Pies miesiąca!

Shiva jest nowo wybraną liderką klanu Ventus. Sprzeciwiając się niesprawiedliwemu liderowi, wywalczyła pokój w klanie. Zaimponowała tym innym, tym sposobem zyskała swoje stanowisko. Czy jednak po śmierci dawny lider da w końcu spokój młodej suni? Jak poradzi sobie ona w nowej roli?
Itami to medyczka w klanie Flumine. Stara się sumiennie wykonywać swoją pracę, lecz sprawy z przeszłości wciąż krążą w jej umyśle. Kolejne walki napawają ją ciągłą niepewnością. Co zrobi?

Pies lipca!

Archiwum

Postacie nieaktywne

Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Choroba cierpiących". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Choroba cierpiących". Pokaż wszystkie posty
Stałam nad burym ciałem suni, oczekująco się w nie wpatrując. Nagle ujrzałam lekkie poruszenie jednej z kończyn.
Shiva zamrugała oczami i spojrzała na mnie niepewnie.
Nadszedł czas.
Czas, od którego zależy wszystko.[...]
Z delikatnie stąpającą suczką u boku udałam się na Wielką Skałę. Wskoczyłyśmy tam razem, a ja zwołałam klan.
- Nie martw się. - szepnęłam, choć sama nie czułam żadnej pewności. - Uda się.
Niebo było piękne, jakby wbrew panującemu nastrojowi.
Kolejne psy wychodziły na środek obozu. Czułam na sobie dziesiątki spojrzeń - zdenerwowanych, zdziwionych, zawiedzionych. Ktoś warknął na zapach Wietrznych i skierował nienawistny wzrok na szarą sunię, inni szczęknęli do mnie pytająco.
Chwilę poczekałam, a potem zaczęłam mówić, przerywając im. Wszyscy momentalnie ucichli.
- To Shiva... - zdarzyłam jedynie powiedzieć, gdy usłyszałam głos.
- Wierzysz jej? A kto nas zaatakował? - pogardliwe warknięcie jednego z wojowników pokazało to, co wszyscy o mnie i suczce myśleli.
- Tak. - powiedziałam spokojnie. Tu fuczenie na nic się nie zda. - Ty nie musisz. Jeśli ktoś jeszcze woli nie słuchać, dobrze. Może jestem głupia i niesłusznie jej wierzę, ale wolę wierzyć czyimś czynom niż niektórym słowom.
Szepty przeleciały przez obóz jak młode ptaki, wszędzie rozchodził się szum.
- Cisza! - krzyknęłam, a z moimi słowami zawiał wiatr, jak gdyby na zgodę. - Pamiętacie dawną liderkę Ventusa? Naszą sojuszniczkę? A widzicie, jak swoich wojowników traktuje Thand? - zapytałam i rozgarnęłam nosem długą sierść Shivy. Widoczne pod nią rany, mimo leczenia Itami, nadal wyglądały przerażająco. - Jak lider może tak traktować własny klan?! Nie rozumiecie, że jego brak opłaci się i nam, i Wietrznym?
Westchnęłam i rozejrzałam się wokół. Chmury zbierały się nad obozem. Czułam narastającą niepewność, ale postanowiłam powiedzieć to, co chciałam.
- Spotkałam ostatnio wojowników Ventusa, byli pogryzieni i słabi. Przyjdą dziś niedaleko obozu, pod starą sosnę. Porozmawiam z nimi. Ci, którzy się pojawią - a z tego, co wiem, będzie ich kilku, aby uśpić czujność Thanda, będą udawać, że są na patrolu - porozmawiają ze mną, Shi i Itami. Oni pomogą. Jesteście ze mną? Nie zmuszam was, tym razem nie musicie wykonywać tego, o co proszę.
Kiwnęłam głową na suczkę, a ta przytaknęła. Pochyliłyśmy się, aby zejść ze Skały. Nie czekałam na odpowiedź klanu. Czułam się źle.
Niepewne rozmowy wojowników, przyciszone głosy i ogólny zamęt był obecny w naszym obozie. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów liderka prosiła klan o walkę w obronie innego. Pierwszy raz klan miał zniszczyć własnego lidera. Pierwszy raz dwa klany miały się zjednoczyć.
Pierwszy raz ktoś miał poświęcać życie za kogoś innego niż własny klan...
Zgięłam łapę, przy schodzeniu z kamienia, ale zatrzymał mnie głos.
- Ja tak. - szepnął ktoś, a ja zlokalizowałam go zdziwiona. Cassi. - Ja tak! Wierzyłam, że wojownicy walczą sprawiedliwie. A tu okazuje się, że jeśli trzeba bronić kogoś innego niż rodziny, wszyscy podkulają ogony! Też nie walczyłabym za inny klan tak po prostu. Ale Thand nie nadaje się na lidera. Teraz, kiedy potomkowie Piątego są coraz bliżej, liderzy są kluczem. Jeśli będziemy od środka niszczyć inne klany, i nasz upadnie. Thand łamie kodeks.
Większość zaczęła przytakiwać, a i we mnie wstąpiła nadzieja. Spojrzałam na delikatnie powiewające liście drzew, promień słońca przebijający się przez chmury.
Wierzę.
Damy radę.[...]
Wielu wojowników chciało iść jako moja eskorta - woleli nie puszczać mnie z dwiema suczkami, w tym tylko jedną wojowniczką, i to z innego klanu.
To miało być pokojowe spotkanie.
Pójdziemy same.
Kilka psów z Ventusa stało pod starym pniem wysokiego drzewa. Omówiłam z nimi wszelkie kwestie. Wszyscy Wietrzni są po naszej stronie, jedynie kilku stoi z Thandem na czele, lecz oni nic nie wiedzą o całym planie. Atak jest umówiony na jutro, lider niczego nie będzie się spodziewał. Oczekując pomocy "w imię klanu" od tych, których gnębił, srogo się zawiedzie.[...]
Leżałam w swoim legowisku, księżyc był już wysoko na niebie. Nie umiałam zasnąć, a zdarzenia z ostatnich dni krążyły mi po głowie.
Jutro wszystko się zmieni.
Wszystko.
<Shiva? Odpisz, skończymy tę serię ;)>
[647 słów]
- Dobrze... - szepnęłam, i zamknęłam oczy, by ponownie usnąć.[...]
Otworzyłam oczy i błysnęło jasne światło. Nagle zobaczyłam ponownie mojego lidera, który spowodował pożar i się śmiał... Czy to on spowodował wczorajszy wypadek? Czy to może była przyszłość? Miałam wielką ochotę się na niego rzucić, ale nie mogłam się ruszać, ani też mówić... To było straszne. Widziałam też uciekające psy, oraz te nieżywe.
Krzyknęłam  na niego z całej siły, i udało mi się wreszcie przemówić, oraz się ruszać, i szybko się na niego rzuciłam...[...]
Szybko otworzyłam ślepia. Byłam wreszcie u medyczki. Miałam już dosyć takich koszmarów... Byłam cała spocona oraz pełna łez. To mogło się stać! W każdej chwili mogło się to stać.
- Nie... - szepnęłam, a po policzku popłynęło mi kilka gorzkich łez. Dosyć, powiedziałam w myślach. Czułam się już na tyle gotowa i wypoczęta, aby wejść z Natsu na Wielką Skałę. 
- Itami... - odparłam, a młoda medyczka do mnie podeszła.
- Słucham. - odpowiedziała.
- Gdzie jest Natsu? Możesz po nią przyjść...? - uśmiechnęłam się lekko do suni, a ona się zgodziła.
Po kilku minutach Itami z Natsu przyszły do mnie.
- Czujesz się na tyle dobrze, aby wejść na Wielką Skałę? - spojrzała na mnie Natsu.
- Tak. - odpowiedziałam, i wstałam z mojego legowiska.
<Natsu?>
[210 słów]
Gdy jej lider uciekł, sunia z wycieńczenia padła na twardą ziemię. Sama, również osłabiona, zaciągnęłam ją do naszego obozu, choć wiedziałam, że klan najpewniej nie zareaguje entuzjastycznie na kogoś z klanu Ventus.[..]
Itami niespokojnie stała przy wejściu, a gdy zobaczyła mnie, targającą do obozu bezwładne ciało Shivy, nic nie mówiła, lecz wraz ze mną zaniosła je do swojego legowiska. Kiedy je tam ułożyłyśmy, nos medyczki zaczął się szybko poruszać nad burą sierścią, a oczy czujnie badały głębokość ran. Potem posłała mi pytające spojrzenie, a ja streściłam całą historię. Niepewnym tonem mówiłam o Thandzie, o ataku, o szczegółach całego zajścia. Popatrzyła na mnie poważnie.
- Zrobiłabym to samo. - szepnęła. - Idź odpocząć, a ja się nią zajmę. - spojrzała współczująco na powoli oddychającą Shivę. - Zawsze szanowałam Wietrznych, ale od kiedy mają nowego lidera, wiele się tam zmieniło. - westchnęła. - Zawołać cię, jeśli się obudzi?
Pokiwałam głową i podreptałam bez pośpiechu do swojego legowiska.[...]
Stałam nad szarawym ciałem Shivy, wpatrując się w nią, a ona otworzyła oczy i otumaniona rozejrzała się wokół.
- Natsu?
Wytłumaczyłam jej krótko, gdzie jest i co z nią teraz będzie, a ona, wciąż zdziwiona, cichym głosem mi podziękowała.
- Śpij teraz. Itami - wskazałam pyskiem na brązowo-białą medyczkę, która uśmiechnęła się do suni delikatnie. - będzie się tobą zajmować, póki nie wyzdrowiejesz. Kiedy poczujesz się na tyle dobrze, żeby wstać, razem wejdziemy na Wielką Skałę i ogłoszę wszystko klanowi, dobrze?
<Shiva?>
[236 słów]
Byłam wystraszona tą całą sytuacją...Było mi bardzo słabo. Upadłam na ziemię, ciężko dysząc. Czułam się bardzo ranna. Nie mogłam się nawet ruszać.
- Natsu... - szepnęłam, i zamknęłam oczy.[...]
Otworzyłam oczy. Znajdowałam się u medyka...Obudziłam się dalej zmęczona, ale bez bolących ran. Nagle na jawie ujrzałam wczorajszą sytuacją... Po policzku popłynęły mi łzy...To było straszne. Miałam ochotę odejść z klanu, ale nie chcę zostawić tak innych. Ciekawe, co się dzieje u naszego lidera. Przypomniały mi się moje słowa.
To moja wina? To moja wina?! To wszystko, co ty zrobiłeś to moja wina?! przypomniałam je sobie. To była jedna, wielka tragedia. Nagle zobaczyłam, że ktoś do mnie podchodzi... To była Natsu?
<Natsu?>
[110 słów]
Pies wskoczył między nas i rzucił się na Shivę, zanim zdążyłam zareagować. Gryzł ją i szarpał jej czarną sierść, choć ona całkiem nieźle się broniła. Nie mogłam stać tak bezczynnie, tym bardziej, że w sprawie bezsensownych walk i konfliktów, ona była po stronie mojego klanu. Mocno odbiłam się od ziemi i zębami wbiłam się w kark nieświadomego tego Thanda. Ten krótko jęknął, co pozwoliło się suczce uwolnić się z uścisku jego szczęk. Lider zrzucił mnie z siebie, lecz ja kopnęłam go łapami, przez co upadł na plecy. Rzuciłam się z Shivą w stronę jego odsłoniętego brzucha. Krew psa brudziła mój pysk, sklejała sierść i barwiła ją na bordowo. Moje kły niebezpieczne zbliżały się do gardła psa. Spokojnie mogłam go teraz zabić, rozszarpać, sprawić by zniknął na zawsze. Jeśli zechciałabym, już by nie żył. Dyszałam ciężko, pochylona nad silnym ciałem.
- Co, jednak nie jesteś taka silna, jak się wydawało, suniu? - warknął pogardliwie. - No już, zagryź mnie. Przecież nie mam jak się obronić.
Suczka niepewnie spoglądała to na mnie, to na swojego lidera, a ja powoli otworzyłam pysk i przyłożyłam go do gardła Thanda. Czułam jego przerażenie, tak dobrze ukrywane dotąd pod maską agresji, czułam słaby, urywany oddech. Lekko przejechałam kłami po skórze psa, zostawiając długą, cienką rankę, a następnie odsunęłam się. On natomiast spojrzał na mnie ze zdziwieniem i uciekł w stronę terenów Ventusa. 
Nie wiem, czy dobrze zrobiłam. W końcu gdyby nie żył, nie mógłby już dręczyć swoich wojowników.
Wiatr jak gdyby przysłuchiwał się moim rozmyślaniom i szeptał mi do ucha szumiącą odpowiedź, której niestety nie rozumiałam.
<Shiva?>
[260 słów]

Wiał zimny wiatr. Było bardzo chłodno. Przyznam, że nie cierpiałam naszego lidera, który bawi się nami tak, jakbyśmy byli jego pacynkami. Rządzi nami, i do tego nam grozi. Nie lubiłam tak bardzo tej głuchej ciszy, ale teraz na nią nie zwracałam uwagi, liczyło się teraz życie psów, nasz klan... Wszystko, teraz liczyło się dla nas wszystko, co mogło by nas uratować przed wojnami, śmiercią i czystym złem...
- Moim zdaniem nasz Lider jest strasznie agresywny, i bezlitosny. Wykorzystuje naszych wojowników i inne psy do swoich planów, których niestety nie znam. - odpowiedziałam. - Inni go nie lubią, i się go boją, ponieważ psy widziały, co ze mną zrobił. - dodałam, po czym pokazałam swoje blizny od ugryzień. 
- Pomożesz nam? - zapytałam. Bardzo mi zależało, aby było inaczej - żeby było lepiej. Gdy sunia miała mi odpowiedzieć, zza krzaków wyskoczył gotowy do walki Thand 
- To wszystko twoja wina! - ryknął jak groźny lew.
- To moja wina? To moja wina?! To wszystko, co ty zrobiłeś to moja wina?! - zaczęłam. - Nie. To nie jest moja wina! To ty zacząłeś wojnę, przez którą straciło życie wiele psów. To ty wykorzystywałeś nas do swoich głupich planów. To ty jesteś odpowiedzialny za nasz klan, a traktujesz to jak zabawa? I jeszcze zwalasz to wszystko na mnie?! - wrzasnęłam zachrypnięta. Miałam już dosyć tego wszystkiego. Teraz w każdej chwili mogłam umrzeć. Stać się ofiarą. Stracić życie. To wszystko mogło się nawet teraz zdarzyć. 
Wiał mocny wiatr. Czułam, że zaraz coś się stanie... Stanie się coś strasznego. Przyznam, że trochę się bałam tego, że mogę stracić życie, ale stracę życie za kogoś, kto by zrobił to samo, co ja. Suczka wzięła głęboki wdech. Przeszła mnie gęsia skórka...
<Natsu?>
[284 słowa]
Wschodzące słońce wspaniale ocieplało wygląd różowawego teraz nieba. Patrząc jednak w stronę terenów Wietrznych, zauważyłam kolor ognisty. Wydawało mi się, że las z tamtej strony spowijają płomienie. Nagle nadbiegła sunia, z którą spotkałam się pierwszy raz przed wojna. Shiva. Ta, która postawiła się Thandowi. Widziałam na jej ciele blizny, były świeże, od ugryzień. Aktualny lider Ventusa był bardzo agresywny i zgaduję, że to ślady jego zębów nosiła na sobie szara.
- A więc znowu przyszłaś? - zapytałam. Thand pewnie będzie zły. A jak suczka nie zaprzestanie takich zachowań, wkrótce pozostanie z niej poszarpane ciało. Wiem, do czego ten pies jest zdolny. Dawno nie widziałam kogoś, kto tak zabijał, jeśli nie był Samotnikiem. W jego oczach było widać nie zwykłą wolę walki, ale radość i pasję. Przerażające.
Poczułam swąd dymu i obróciłam się zaniepokojona.
- Pali się?
- Paliło, ale ugasiliśmy ogień. 
Wiatr delikatnie szarpał źdźbła trawy, a my siedziałyśmy w milczeniu. Przez moją głowę przepływał natłok sprzecznych myśli. Chciałam im pomóc, a z drugiej strony nie. Nie wiedziałam, co zrobić. 
Byli jednak naszymi sojusznikami. Wiedziałam, że większość z nich za liderem nie przepada. Moglibyśmy... sprawić, by zniknął. Po prostu. To dałoby dużo Wietrznym, a w konsekwencji i nam.
- Co sądzisz o swoim liderze? - szepnęłam do niej. - I jaki stosunek mają do niego inni?
<Shiva? Wybacz, że takie krótkie>
[216 słów]
My także odeszliśmy z pola walki. Wszyscy, nawet ja byliśmy wyczerpani. Wraz z naszymi wojownikami poszliśmy wolno w stronę Medyka, który nam pomoże wyzdrowieć. Niestety, Medyk był tylko jeden, a wojowników o wiele więcej. Ale na szczęście Medykowi udało się wszystkich wojowników wyleczyć. Ja miałam najgorsze rany, ponieważ do tego, gdy wracaliśmy ugryzł mnie nasz Przywódca, który moim zdaniem nie powinien być przywódcą...Jest zbyt wielkim gburem, aby być przywódcą, ale cóż...To tylko moje zdanie. Może ktoś myśli inaczej, niż ja. Mam nadzieję, że przywódca kiedyś dorośnie i zmądrzeje, bo na razie nie wiem, co o nim mam sądzić...[...]
Następnego dnia obudziłam się trochę później. Przez pół nocy nie mogłam spać przez te okropne rany, które mnie bardzo bolały... Spojrzałam przez okno. Był bardzo duży wiatr i padał deszcz z małym gradem.
- Świetnie. - mruknęłam pod nosem. - Po prostu genialnie..Tego mi jeszcze brakowało! - dodałam, i wyszłam z legowiska, aby zjeść śniadanie. Gdy byłam już najedzona, na chwilę położyłam się i zaczęłam przy okazji myśleć. Gdy tak sobie leżałam i myślałam, usłyszałam dziwne odgłosy... Szybko wstałam i wybiegłam w stronę odgłosów.
- O nie... - powiedziałam, i szybko pobiegłam do studni po wodę. Trzeba było jak najszybciej zgasić ogień.
- Musimy zgasić jak najszybciej ten ogień! Pomóżcie mi! - krzyczałam jak oszalała. Szybko udało nam się zgasić ogień, ale ogień zostawił po sobie wiele szkód... - Musimy odbudować nasz obóz! Od teraz musimy sobie nawzajem pomagać! - wrzasnęłam i zaczęłam biec w stronę pola ostatniej wojny. Widziałam tam obserwującą niebo liderkę klanu Flumine - Natsu...
- Cześć... - uśmiechnęłam się lekko, a Natsu na mnie spojrzała.
<Natsu?>
[265 słów]
*dalej wydarzenia z nocnej bitwy*
Patrzyłam zszokowana na to, co się dzieje i nie umiałam uwierzyć. Nie wiedziałam sama, czy to mi się śni, czy dzieje naprawdę. Atakował nas klan Ventus, a mieliśmy z nim sojusz. Nie wiedzieliśmy, czemu nas atakują. Oni nie wiedzieli, dlaczego mają to robić. I sunia, ta sama, którą spotkałam przy granicy, postawiła się, właściwie to stanęła nie tylko przeciw liderowi, ale też przeciw kodeksowi. Nie chciała mnie zaatakować. Chciała pokoju. Thand, jak to on, był wściekły. Warczał na nią, pokazując ostre kły, ale ona, choć widziałam, jak sierść drgnęła jej na grzbiecie ze strachu, wciąż wpatrywała się we wszystkich ze złością, niewzruszona.
- Tego chcecie? Naprawdę? Na tym wam zależy? - syknęła. Kilka psów prychnęło, ale zaraz nastała cisza. Dalej nikt nie ośmielił się na nią rzucić. 
- Tak mówi kodeks. - mruknął jeden z wojowników Ventusa, i zacytował. - Walcz o swój klan, nawet za cenę życia.
Wiatr huczał, poruszając koronami drzew. Trawy kołysały się mocno, a my wciąż staliśmy w krzywym kole wokół Shivy. Niedaleko niej trzymał się Thand, spoglądając na nią z wściekłością i napinając mięśnie.
Suczka powoli pokiwała głową.
- Tak, i jeśli oni wkroczyliby na nasz teren, walczyłabym. Ale jakim prawem mamy mordować ich w nocy bez wyraźnego powodu? Nawet my sami nie wiemy, dlaczego. Mamy zabijać tak bezwolnie jak maszyny kierowane przez dwunogów? Jeśli mam ją zabić, liderze - podkreśliła ostatnie słowo, patrząc w stronę psa. - to wyjaśń mi, dlaczego.
Jedni patrzyli na nią z wyraźnym rozbawieniem, pewnie chcieli nam coś zrobić. Inni przytakiwali bezgłośnie rebeliantce, a jeszcze następni wbijali pusty wzrok w ziemię. W liderze klanu buzowała złość, czułam, że najchętniej rzuciłby się na mnie lub Shivę i zabił, zagryzł, zamordował. W sumie znałam to uczucie - nienawidziłam go, ale znałam. 
Czułam się wycieńczona i padałam z łap, zadane mi rany bardzo bolały, a widziałam, że inni moi wojownicy mają się jeszcze gorzej. Nie mogłam ich tu zostawić, lecz z drugiej strony miałam ochotę słuchać suni. Z jednej strony się z nią zgadzałam, z drugiej - życie wszystkich klanów w pokoju byłoby niemożliwe. 
Jednak pewnie i tak wszystkiegk dowiem się, oczywiście w tysiącu różnych wersji, na zgromadzeniu klanów. Najważniejsi są teraz poranieni, musimy wracać.
- Klan Flumine. - szczeknęłam zachrypniętym, słabym głosem. - Wracamy. Wracamy.
Udaliśmy się do obozu, w o wiele wolniejszym tempie niż na początku. Całe szczęście tym razem nie zginął nikt, ale trzeba wszystkich jak najszybciej położyć u Itami, myślałam.
Weszłam do obozu, podeszłam do legowiska medyka i padłam na ziemię.
<Ktoś z Ventus lub Flumine?>
[412 słów]
*opisane wydarzenia dzieją się w czasie nocnej wojny między Flumine a Ventusem*
Biegłam ile sił w łapach po naszego medyka. W czasie wojny zostało dużo rannych, i teraz grozi im śmierć! Gdy dotarłam, zdyszana weszłam do jego legowiska.
- Musisz szybko biec! Jest bardzo dużo rannych, i dużo zabitych! - zawołałam, i zaczęłam biec z medykiem w stronę miejsca, gdzie odbywała się wojna. Wszędzie widziałam... klan Flumine. W ogóle nie widziałam mojego klanu. Czyżby...nasi wojownicy przegrali?
- Nie, to nie może być prawda... - szepnęłam, i po chwili pobiegłam zaatakować sama.
- Za wojowników. - myślałam, walcząc z najsilniejszym psem. Udało mi się go powalić na ziemię, lecz to nie wszystko. Cały klan chciał mnie zaatakować. Otaczali mnie, i otaczali....Nie chciałam się nabrać w ich wodne sztuczki, więc szybko wyskoczyłam z kręgu, i zaczęłam biec w stronę mniej rannych.
- Musicie pomóc! Nie chcemy, aby nasz klan zginął! Walczmy za niego! - powiedziałam, i pobiegłam w stronę liderki. Miałam zamiar ją zaatakować, ale coś mnie zatrzymało...Odwróciła się w moją stronę. Cofnęłam się. Wszyscy się cofnęli. Byłyśmy tylko we dwie. Słyszałam, jak inne psy wołały do mnie.
- Zaatakuj ją, zaatakuj! - krzyczały psy. Wzięłam głęboki wdech.
- Nie mogę. - powiedziałam, i spojrzałam na Natsu - liderkę klanu Flumine. - Chcę zakończyć tą wojnę! Przecież niedawno byliśmy sojuszem... Czemu my zaatakowaliśmy, skoro oni nam nic nie zrobili, tylko nam ufali. Czemu to robimy? - powiedziałam. Widać było, że lider naszego klanu nie był zadowolony, tylko czerwienił się z złości. Widać było, że chciał zaakować liderkę, ale się powstrzymał. Na szczęście...
<Ktoś z Ventusa lub Flumine?>
[248 słów]